Menu

Ale to już było ... Wspomnienia nauczycieli Oni też ukończyli Ekonomik Fragmenty wpisów w Księdze Odwiedzin w bibliotece Wspomnienia z wycieczek Kronika obozu wędrownego 1973 r. Szkolny Klub Europejski

Kronika obozu wędrownego 1973 r.

KRONIKA

OBOZU WĘDROWNEGO 1973 r.

Trasa obozu:

Wdzydze Kiszewskie

Kościerzyna

Dobrogoszcz

Szymbark

Ostrzyce

Chmielno

Kartuzy

Żukowo

Gdańsk

Sopot

Gdynia

 

Uczestnicy obozu:

Kierownik – prof. MieczysławGrzyb

Z-ca kierownika – prof. Krystyna Sowada

Broja Maria

Długoszewska Sabina

Czaja Krystyna – z-ca przewodniczącej obozu

Franielczyk Janina

Gaidzik Urszula

Grzyb Bożena

Grzyb Mirosława

Just Krystyna

Knapik Krystyna

Kozala Aniela – przewodnicząca obozu

Kulisz Barbara

Majchrzak Wiesława

Matejczyk Sabina

Patterman Krystyna – skarbnik

Przybycin Aniela

Rak Ilona

Świtalska Danuta

Trzeja Teresa

Wiśniowska Małgorzata

Zawada Gabriela – sekretarz

Ziemba Eugenia

 

Zbiórka przed dworcem kolejowym.

Dnia 26.07.1973 r. o godz. 7:42 ze stacji Tarnowskie Góry odjechaliśmy w kierunku Inowrocławia. Przejeżdżaliśmy między innymi przez stacje: Kalety, Herby Nowe, Karsznice, Kraski, Lipie Góry, Piotrków Kujawski, Karczyn, Inowrocław. Tu przesiadaliśmy się i dalej jechaliśmy przez  Bydgoszcz, Pruszcz Pomorski, Terespol Pomorski do Laskowic. W Laskowicach przesiadaliśmy się na pociąg jadący przez Olpuch Wdzydze. Na stacji Olpuch Wdzydze wysiedliśmy i lasem szliśmy około 7 km do Wdzydz Kiszewskich. Tutaj zatrzymaliśmy się w Schronisku Młodzieżowym przy Szkole Podstawowej. Po umieszczeniu bagaży w schronisku, poszliśmy nad jezioro Gołuń. Przespacerowaliśmy się brzegiem jeziora i wróciliśmy do schroniska. Tam zjedliśmy kolację i zmęczeni, ale zadowoleni poszliśmy spać.

 

27.07.1973 r. – piątek

Drugi dzień obozu i pobytu we Wdzydzach Kiszewskich, rozpoczął się myciem w jeziorze Gołuń. Pogoda była niezbyt ładna.

Po śniadaniu poszliśmy zwiedzać skansen. Zobaczyliśmy stare chaty kaszubskie i rybackie. Zapoznaliśmy się z życiem i obyczajami Kaszubów. Przewodnik, który nas oprowadzał, opowiedział nam również kilka legend.

Kiedy zaczął padać deszcz wróciliśmy do schroniska, gdzie był czas wolny.

Po obiedzie zwiedzaliśmy wieś i jej okolice. Po powrocie do schroniska przygotowywaliśmy się do ogniska, które było w schronisku, ze względu na pogodę. Rozpoczęło się krótkim przemówieniem kierownika i przewodniczącej obozu.

Następnie zapoznaliśmy się z trasą obozu i jej zabytkami.

Po części oficjalnej nastąpiła część artystyczna, w której wszyscy brali udział. Było wesoło i miło, po czym poszliśmy spać.

Kąpiel w jeziorze – Gałęźne

 

28.07.1973 r. – sobota

Nazajutrz zaraz po śniadaniu, poszliśmy szosą w kierunku Kościerzyny. Pogoda nam dopisała. Było ciepło i świeciło słońce.

Szliśmy 5 km, a dalej jechaliśmy autobusem.

Kościerzyna to miasto powiatowe na Pojezierzu Kaszubskim. Prawa miejskie uzyskała w XIV wieku.

Od drugiej połowy XIX wieku, Kościerzyna stała się ośrodkiem ruchu kaszubskiego. Tu swoją działalność rozwijał m.in. A. Majakowski, który był wydawcą „Gryfu”.

Teraz Kościerzyna liczy 15 tyś. mieszkańców.

Rozwinął się tu m.in. przemysł spożywczy i drzewny. Jest również ośrodkiem turystycznym.

Po przybyciu do schroniska i pozostawieniu bagaży, poszliśmy nad jezioro Gałęźne.

Tam opalaliśmy się i kąpali. Po obiedzie zwiedzaliśmy miasto i robiliśmy zakupy.

Byliśmy także w Domu Kultury, gdzie oglądaliśmy kolorową transmisję z X Festiwalu Młodzieży w Berlinie. Wieczorem po kolacji oglądaliśmy w telewizji „Angelikę wśród piratów”.

Po filmie poszliśmy spać.

 

29.07.1973 r. – niedziela

W niedzielę tj. czwartego dnia zjedliśmy śniadanie w barze mlecznym. Po śniadaniu poszliśmy nad jezioro, gdzie opalaliśmy się i kąpali.

Potem poszliśmy na obiad. Po obiedzie pojechaliśmy autobusem do Będomina. Tam zwiedziliśmy Muzeum Józefa Wybickiego, twórcy polskiego hymnu narodowego i zapoznaliśmy się z jego działalnością.

Józef Wybicki był działaczem politycznym i publicystą. W 1794 r. brał udział w powstaniu kościuszkowskim. W 1797 r. był współorganizatorem Legionów polskich we Włoszech.

Z Będomina szliśmy 3 km do Puc, gdzie nad jeziorem zatrzymaliśmy się. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę. Szliśmy 4 km lasem, aż doszliśmy do wsi Dobrogoszcz. Tam zatrzymaliśmy się w Schronisku przy Szkole Podstawowej. Po kolacji, pełni wrażeń, poszliśmy spać.

 

30.07.1973 r. – poniedziałek

Piątego dnia rano opalaliśmy się i kąpali w jeziorze Dobrogoszcz. Pogoda była cudowna. Obiad zjedliśmy w schronisku. Gotowały go nasze koleżanki (dyżurne). Był bardzo dobry. Po obiedzie szliśmy do Kalisk Kościerskich, skąd autobusem pojechaliśmy do Kłobuczyny.

Z Kłobuczyny szliśmy pieszo lasem około 5 km do Szymbarku.

W lesie zatrzymaliśmy się i zbieraliśmy jagody. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę. W Szymbarku zatrzymaliśmy się w Schronisku przy Szkole Podstawowej. Po kolacji poszliśmy zwiedzać Szymbark i jego okolice. Po spacerze wróciliśmy do schroniska i poszliśmy spać.

 

31.07.1973 r. – wtorek

Rano po śniadaniu wyruszyliśmy z Szymbarku przez Wieżycę do Ostrzyc. Trasa liczyła około 10 km.

Początkowo szliśmy drogą, potem lasem, a następnie szosą, aż dotarliśmy do Wieżycy. Na szczyt Wieżycy szliśmy szlakiem. Wieżyca jest najwyższy, szczytem na Pojezierzu Kaszubskim.

Jej wysokość wynosi 329 m n.p.m. Wieżyca jest rezerwatem krajobrazowym. Po „zdobyciu” Wieżycy, skąd roztaczał się piękny widok na pobliskie miejscowości i jeziora, był krótki odpoczynek.

Wypoczęci zeszliśmy na dół. Jednak zejście nie było tak łatwe. Trochę kluczyliśmy, aż wreszcie zeszliśmy. Dalej szliśmy szosą do stacji Wieżyca.

Ze stacji poszliśmy lasem do Ostrzyc. W Ostrzycach zatrzymaliśmy się w Schronisku przy Szkole Podstawowej.

Był czas wolny. Każda z nas zajęła się swoimi sprawami. Po obiedzie poszliśmy nad jezioro Raduńskie. Tam kąpaliśmy się i opalali.

Wieczorem po kolacji poszliśmy na spacer wokół jeziora. Po powrocie do schroniska, zmęczeni, ale zadowoleni poszliśmy spać.

 

1.08.1973 r. – środa

Następnego dnia rano po śniadaniu, z Ostrzyc jechaliśmy 7 km autobusem. Dalej szliśmy szosą 7 km aż do Chmielna. Po drodze zbieraliśmy grzyby. Uzbieraliśmy trochę. W Chmielnie zatrzymaliśmy się w Schronisku przy Szkole Podstawowej. Tu zostawiliśmy plecaki  i poszliśmy nad jezioro, gdzie kąpaliśmy się i opalali. Po obiedzie poszliśmy zwiedzić Wystawę Plakatu Polskiego. Zwiedziliśmy również prywatną pracownię wyrobów ceramicznych.

Wieczorem po kolacji, zmęczeni, poszliśmy spać.

 

2.08.1973 r. – czwartek

Rano po śniadaniu poszliśmy nad jezioro, gdyż była ładna pogoda.

Tam opalaliśmy się i kąpali. Na obiad poszliśmy do stołówki.

Był bardzo dobry. Po obiedzie zwiedzaliśmy Chmielno. Byliśmy miedzy innymi w kościele, na cmentarzu. Poszliśmy także do małej kawiarenki, która nazywała się „Damroka”. Była bardzo ładna, lecz musieliśmy blisko godzinę czekać na ciastka. Były to ciastka własnego wypieku – bardzo dobre. Musieliśmy się spieszyć, aby zdążyć na kolację. Po kolacji poszliśmy spać.

 

W Muzeum w Kartuzach.

3.08.1973 r. – piątek

Rano po śniadaniu czekaliśmy na autobus, jadący do Kartuz. Wreszcie doczekaliśmy się. W Kartuzach zatrzymaliśmy się w Schronisku Młodzieżowym przy Liceum.

Zostawiliśmy plecaki i poszliśmy zwiedzać miasto. Kartuzy, to miasto powiatowe, ośrodek rozwoju narodowego i regionalnego ruchu kaszubskiego. Po obiedzie zwiedziliśmy Zakład Ceramiki Artystycznej. Widzieliśmy piękne naczynia. Po zwiedzeniu zakładu poszliśmy do Muzeum Kaszubskiego. Na początku pani przewodnik zaśpiewała nam piosenkę kaszubską. Bardzo nam się podobała.

Później zapoznała nas z życiem i obyczajami Kaszubów. Oglądaliśmy wiele eksponatów. Widzieliśmy oryginalne stroje kaszubskie oraz „izbę kaszubską”, urządzoną tak jak dawniej. Na koniec pani przewodnik dała każdej z nas trochę tabaki i kazała ją wdychać.

Powiedziała również, że te, które kichną wyjdą szybko za mąż.

Kazała również całować diabła, zaczepionego na główce wiolonczeli.

Kiedy wyszłyśmy z muzeum, prawie każda z nas kichała. Po powrocie do schroniska zjedliśmy kolację i poszliśmy na krótki spacer.

Po powrocie ze spaceru, poszliśmy spać.

 

4.08.1973 r. – sobota

Następnego dnia po śniadaniu poszliśmy zwiedzić dawny klasztor i zarazem kościół Kartuz (XIV-XV, XVII, XVIII w.) Był to klasztor, w którym żyli mnisi w tzw. eremach. Erem, to dom, w którym żył jeden mnich. Mnisi ci nie odzywali się do siebie. Pozdrawiali się jedynie słowami – „memento mori”, (łac. pamiętaj o śmierci). Zwiedziliśmy również stary cmentarz.

Po obiedzie pojechaliśmy autobusem do Żukowa. Żukowo, to mała wioska. Tu zatrzymaliśmy się w Schronisku przy Liceum Ekonomicznym. Zwiedziliśmy Żukowo i jego okolice. Byliśmy m.in. na cmentarzu żołnierzy radzieckich. Dostaliśmy także lody, które zafundował nam pan kierownik. Po kolacji poszliśmy spać.

 

Gdańsk

5.08.1973 r. – niedziela

Rano w niedzielę po śniadaniu, pojechaliśmy „okazyjnie” do Gdańska. „Okazyjnie” dlatego, gdyż zabraliśmy się autobusem, który jechał w kierunku Gdańska. W Gdańsku zostawiliśmy bagaże na dworcu w przechowalni bagażu. Z dworca poszliśmy przez Bramę Wyżynną z XVI w. na ulicę Długą. Stamtąd już z przewodnikiem poszliśmy przez Złotą Bramę z XVII w. ulicą zwaną Królewską do Żurawia. Po obejrzeniu zabytkowych kamieniczek i Żurawia, popłynęliśmy z przewodnikiem „Justyną” na Westerplatte.

Tam zapoznaliśmy się z bohaterską obroną Westerplatte, która trwała od 1.09.1939 r. do 7.09 tegoż roku. W obronie Westerplatte zginęło wielu Polaków. Pod pomnikiem obrońców Westerplatte oddaliśmy hołd poległym. Z powrotem jechaliśmy autobusem do Gdańska.

Po obiedzie poszliśmy na Jarmark Dominikański, który odbył się z okazji Dni Gdańska. Jarmark Dominikański to sprzedaż wyrobów ludowych, pamiątek i wszelkiego rodzaju dziwności. Np. można było kupić obraz 7-letniego St. Wyspiańskiego, sandałki na kożuszku, „japonki” na obcasach, teczki dla wagarowiczów, oraz wiele, wiele innych rzeczy. Po obejrzeniu jarmarku, poszliśmy zwiedzić zabytkowy kościół NMP z XIV-XVI w. W kościele tym, ponieważ większość z nas była w szortach, dostałyśmy długie, kwieciste spódnice. Wyglądałyśmy bardzo śmiesznie. Ludzie myśleli, że jesteśmy zespołem ludowym. Śmiałyśmy się z tego. Po zwiedzeniu kościoła, poszliśmy na Pocztę Gdańską. Zapoznaliśmy się z bohaterską obroną Poczty Polskiej w dniu 1 września 1939 r. Zginęło tu wielu ludzi. Tu również oddaliśmy hołd poległym. Po wyjściu z Poczty Gdańskiej, poszliśmy na zakupy. Po zakupach zmęczeni poszliśmy na dworzec, skąd po odebraniu bagaży z przechowalni, odjechaliśmy do Sopotu. W Sopocie zatrzymaliśmy się w Schronisku Młodzieżowym przy Liceum. Po kolacji poszliśmy na Sopockie Molo, słynny „deptak”. Było ładnie oświetlone.

Do schroniska wróciliśmy późno. Zmęczeni, po wielu wrażeniach      z dnia, poszliśmy spać.

 

6.08.1973 r. – poniedziałek

W poniedziałek rano, po śniadaniu, poszliśmy na plażę. Była bardzo ładna pogoda. Pierwszy (i jak się okazało później) ostatni raz kąpaliśmy się w morzu. Opalaliśmy się do obiadu.

Po obiedzie zwiedzaliśmy Gdynię. Byliśmy także na okręcie wojennym „Burza”. Wieczorem po kolacji poszliśmy do kina na film pt. „Zabójcy”. Po filmie przespacerowaliśmy się przez Gdynię i wróciliśmy do schroniska. Pełni wrażeń poszliśmy spać.

 

7.08.1973 r. – wtorek

Rano po śniadaniu pojechaliśmy autobusem do stoczni gdyńskiej, skąd mieliśmy popłynąć statkiem na Hel. Tam widzieliśmy statek „Stefan Batory”, na tle którego zrobiliśmy sobie zdjęcie. Kiedy chcieliśmy wejść na teren stoczni, skąd myśleliśmy, że popłyniemy na Hel. Okazało się jednak, że to nie stąd. Musieliśmy się spieszyć, gdyż zbliżała się godzina odjazdu statku. Pobiegliśmy szybko do autobusu, który zawiózł nas na przystań. Zdążyliśmy! Kiedy płynęliśmy, widzieliśmy żaglowiec „Dar Pomorza”, który stał na redzie. Na Helu zwiedziliśmy Muzeum Pomorskie. Z Helu pojechaliśmy autobusem do Jastarni. Tu zwiedziliśmy zabytkowy kościółek. Byliśmy także na plaży. Obiad zjedliśmy w prywatnej stołówce. Po obiedzie, kiedy czekaliśmy na statek „Maryla”, zaczął padać deszcz. Dosyć długo czekaliśmy, aż wreszcie przypłynął. Ze statku od razu poszliśmy do schroniska. Tam po kolacji był czas wolny. Był to nasz przedostatni dzień, a ostatnia noc, tzw. „zielona”.

 

8.08.1973 r. – środa

Środa była ostatnim dniem obozu wędrownego. Mieliśmy ostatnie śniadanie, do którego obowiązywał strój „śniadaniowy”. Tym strojem były nasze...śpiwory. Wyglądałyśmy bardzo zabawnie.

Po śniadaniu pojechaliśmy do Gdańska Oliwy. Tam słuchaliśmy koncertu organowego, słynnych organ oliwskich. Grali m.in. „Toccatę i fugę” Bacha, „Ave Maria” i utwory innych kompozytorów. Koncert wszystkim bardzo się podobał. Z katedry poszliśmy do palmiarni. Tu podziwialiśmy piękne palmy, kaktusy, bananowce i inne drzewa.

Z Gdańska Oliwy pojechaliśmy z powrotem do Gdyni, gdzie zjedliśmy obiad. Po obiedzie był czas wolny. Przygotowywaliśmy się do odjazdu i do wieczorku pożegnalnego. Na wieczorku zaśpiewałyśmy hymn obozu wędrownego, który ułożyłyśmy same, poprzedniego dnia.

 

Jego treść jest następująca:

W Tarnowskich Górach między szkołami

wyróżnia się nasza z trzema wieżyczkami.

Szkoła najlepszych na obóz wysyła

bo z zakładów pracy forsę pożyczyła.

Na obozy takie chętnie wyjeżdżamy

i całe Wybrzeże wzdłuż i wszerz zwiedzamy.

We Wdzydzach Kiszewskich było bardzo miło

mimo niepogody dobrze nam się żyło.

 

Potem Kościerzyna pięknie nas witała

każda z nas na słońce chętnie zaglądała.

Obiad w Dobrogoszczy przez nas gotowany

bardzo nam smakował, niemal jak u mamy.

Z Szymbarku do Ostrzyc kręta droga wiodła

pięć razy dokoła Wieżycę oplotła.

Kierownik surowy nie dał nam potańczyć,

mimo, że old-boye chcieli nas obtańczyć.

W Chmielnie kawiarenka „Damroką” nazwana

godzinę na ciastka czekać nam kazała.

W Muzeum w Kartuzach tabaki nam dali

i diabła brzydkiego całować kazali.

W Żukowie kierownik nagle awansował

i jako „dyrektor” lody zafundował.

W Gdańsku chodziliśmy od świtu do nocy

nogi nas bolały od wielkiej przemocy.

W największym kościele spódnice nam dali

żebyśmy wśród ludzi zgorszenia nie siały.

Na sopockim molo, część z nas flirtowała

chociaż pozwolenia na to nie dostała.

Nasza sytuacja ulegała zmianie

„placki na patelni”, „murzyni”, „indianie”.

Gonitwa za  „Halką” też nam się udała

chociaż kierownika bardzo rozgniewała.

 

A nasz pan kierownik nieco zachrypnięty

czekał na „Marylę” w chustkę owinięty.

Codzienny jadłospis bardzo rozmaity

śniadanie, kolacja i obiad obfity.

Noclegi nie zawsze były komfortowe

bo się dostawiało łóżeczka polowe.

Po każdej kolacji pełne brzuchy były

i niektóre z dziewcząt za bardzo utyły.

A nasz pan kierownik z tego właśnie słynie,

że zawsze za sobą prowadzi babiniec.

A pani Krystyna słodka jak cukierek

tylko ją zawinąć w złocisty papierek.

Na obozie owym dobrze nam się żyło

dziękujemy za to, chociaż krótko było.

 

Po hymnie kierownik obozu, wręczył jego uczestnikom pamiątkowe książki. Potem przewodnicząca obozu, podziękowała za wszystko kierownictwu obozu. Tak zakończył się nasz wieczorek, gdyż zbliżała się godzina odjazdu.

Z Gdyni mieliśmy bezpośredni pociąg do Katowic przez Tarnowskie Góry. Jechaliśmy wygodnie, gdyż wszyscy mieliśmy miejsca siedzące.

W Tarnowskich Górach byliśmy o godz. 6:40. Tu na dworcu pożegnaliśmy się i rozeszliśmy się do domów.

Tak zakończyła się nasza obozowa wędrówka. Przeżyliśmy wiele przygód i poznaliśmy wiele miast i wsi. Wszyscy wróciliśmy zadowoleni i opaleni oraz wypoczęci.

Kontakt

  • Absolwenci Ekonomika w Tarnowskich Górach
    Centrum Edukacji Ekonomiczno-Handlowej im. Karola Goduli, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Sobieskiego 5

  • (032) 285-29-28

Galeria zdjęć

Mapa